Ostatnie wiadomości z branży

Jedyny taki serwis o fitness w sieci. Wejdź koniecznie, a przekonasz się jak dużo informacji znajdziesz w naszym portalu, ponadto dowiedz się jak podnieść wydajność wykonywanych ćwiczeń. Sprawdzone rady fachowców!

Po raz pierwszy sięgnięto do rezerw wojennych

W czasie akcji ratunkowej po katastrofie w "Wujek-Ruch Śląsk" po raz pierwszy zdecydowano się wykorzystać sprzęt i materiały medyczne zarezerwowane na wypadek wojny - dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM Marek Balawajder i Roman Osica.

piątek, 25 wrzesień 2009 05:29:00

pierwszy, sięgnięto, rezerw

Utrudnienia w ruchu na krajowej "jedynce"

Kilka godzin mogą potrwać utrudnienia w ruchu na drodze krajowej nr 1 w pobliżu Krośniewic (woj. łódzkie), gdzie późnym wieczorem przewrócił się tir wiozący makulaturę. Ruch pojazdów odbywa się tam wahadłowo. - Na razie czekamy na sprzęt, który usunie tira z drogi - powiedział dyżurny łódzkiej straży. wiadomosci.wp.pl

piątek, 21 sierpień 2009 23:05:00

utrudnienia, ruchu, krajowej

Ring wolny, czyli o webringach w sklepach internetowych

Od dobrych kilku miesięcy coraz głośniej o webringach w sklepach internetowych. Przyznam szczerze, że dość długo przymierzałem się do tego tekstu. W międzyczasie powstawały nowe ringi i aktualnie mamy już cztery rozwiązania. Myślę, że to dobry moment na małą analizę. Przyglądam się webringom w zasadzie od początku, ale nigdy nie testowałem ich na sobie. Mam jednak całkiem dużo informacji od znajomych, którzy z nich korzystali lub korzystają. Całkiem sporo można też wyczytać na forach internetowych czy mikroblogach.Podstawowe pytanie jakie sobie zadaje w kontekście webringów: czy to w ogóle ma sens? Czy jeśli szukasz dla dziecka zabawki w Toys4Boys.pl, to porzucisz ten sklep, żeby kupić opony w Opony.pl? Myślę, że zdecydowanie nie. Takie webringi miałyby dla mnie sens tylko w przypadku, kiedy poszukuję np. prezentu na urodziny. Wtedy będąc np. w perfumerii internetowej mogę być zainteresowany przejściem do sklepu z galanterią skórzaną itd. No ale takie sytuacje to tylko jakiś niewielki odsetek wszystkich transakcji.W związku z tym ruch, jaki otrzymują sklepy jest zazwyczaj przypadkowy. Ktoś przypadkiem wszedł do jakiegoś sklepu i opuścił go przechodząc do innego. Czyli coś w stylu tańca odbijanego (praktykowany na weselach ;-)). Wynika to w dużej mierze z prostoty algorytmów. Te są jednak ulepszane i być może wpłyną na wyższą skuteczność tej formy promocji w przyszłości.Co ciekawe, nawet jedna z osób współpracująca przy takim projekcie - Nikodem Krajewski z Promoring.pl - na forum Goldenline pisze , że " równocześnie nie należy zapominać, że idea PromoRing bazuje na zbieraniu najmniej atrakcyjnego ruchu (tzw. ruch 'śmieciowego' czyli użytkowników, którzy znaleźli się w sklepie przypadkowo, nie mają potrzeby zakupu)." Dalej jednak już trudno zgodzić mi się z Nikodemem, który uważa, że w takich webringach bardziej chodzi o "elementy wizerunkowe" i "strategiczne", które mają zapewnić sprzedaż w przyszłości. Problem w tym, że Promoring chce mieć w swojej bazie kilka tysięcy sklepów, a biznesów, które są w stanie przedkładać wizerunek nad sprzedaż w Polsce mamy może kilkadziesiąt. Nie wydaje mi się, żeby mała ikonka, czy przypadkowe wejście do jakiegoś sklepu dawało jakikolwiek trwały efekt budowania marki. W każdym razie jest to w zasadzie darmowy ruch i warto spróbować pokusić się co najmniej o przetestowanie któregoś z rozwiązań. Z jakich webringów możemy skorzystać (w kolejności chronologicznej):1. Promoring.pl - najstarszy ring, największa baza sklepów (podobno już nawet 1200). Algorytm jeszcze kilka tygodni temu był zupełnie niezaawansowany. To jednak, pod wpływem konkurencji, ulega zmianom. Autorzy projektu nie chcą jednak zdradzać silnych stron algorytmu, co może oznaczać, że ich nie ma lub coś zupełnie odwrotnego. ;-) Mankamentem jaki dostrzegam jest to, że sklepy są dzielone na ringi m.in. według liczby odsłon. To często sprawia, że dla niektórych sklepów (zwłaszcza tych dużych) wyświetlają się wciąż te same sklepy. Być może lepszym rozwiązaniem byłoby skończenie z podziałem ze względu na odwiedzalność, bo kto powiedział, że będąc w dużym sklepie będę zainteresowany zakupami tylko w innych dużych sklepach? Gdyby dokonać innego podziału, to Promoring miałby szansę linkować wzajemnie z większym urozmaiceniem. Gołym okiem widać jednak, że projekt jest ciągle rozwijany - wprowadzono m.in. moderację sklepów (wcześniej zdarzały się wpadki, że sklepy promowały konkurencję). Aktualnie być może dużym krokiem do przodu okaże się przyporządkowanie sklepów do kategorii (np. kobiety, mężczyźni), co powinno pozwolić lepiej dopasowywać grupy docelowe. W informacji prasowej mowa również o dopasowaniu demograficznym, jednak bez jakichkolwiek szczegółów. Projekt chce zarabiać na pogrubieniu linków czy dodatkowej ikonce graficznej. Jeszcze do niedawna była to prowizja od sprzedaży, z której zrezygnowano (koronny dowód na niską skuteczność?).2. Machnium.com - to rozwiązanie przygotowane przez Michała Kabzińskiego autora np. systemu statystyk - Alien-Stats. Machnium pomimo zdecydowanie mniejszej skali działania zdradza więcej ze swojego algorytmu. Machnium to system, który na bieżąco analizuje zachowania użytkowników m.in. to z jakiego typu sklepów jakie sklepy są najczęściej odwiedzane. To powinno w perspektywie kolejnych tygodni, a może miesięcy wypracować algorytm, który będzie w stanie skuteczniej prezentować sklepy partnerskie. System ma być również zintegrowany ze statystykami Alien-Stats. Aktualnie największym problemem w jego przypadku jest mała skala działania.3. SymbioStream - projekt Piotra Jarosza ze Sklepy24.pl. Jak przyznał Piotr powstał ze względu na prośby właścicieli e-sklepów zrzeszonych w Sklepy24.pl. Założeniem systemu jest to, że ruch powinny przekazywać sobie tylko te sklepy, które są do siebie podobne pod względem grupy docelowej klientów, a nie poziomu odwiedzalności. Można powiedzieć, że jest to główny wyróżnik w stosunku do aktualnej wersji systemu Promoring. System podobnie jak Machnium.com stara się działać inteligentnie i uczyć się. W tym celu SymbioStream analizuje "konwersję", która w tym przypadku jest rozumiana jako "stosunek przejść do sklepu nie zakończonych odrzuceniem w pierwszym kroku w stosunku do ilości wyświetleń linku tego sklepu na stronie partnera." Można zatem przyjąć założenie, że docelowo promować będą się sklepy, które mają na siebie najlepszy "wpływ".SymbioStream jest darmowy i powstał po to, aby promować niedawno uruchomioną wyszukiwarkę produktów Kangoo.pl, o której miałem okazję wspomnieć. Wyszukiwarka umieszczona w pasku ringa umożliwia przeszukiwanie produktów w obrębie sklepu. Piotr Jarosz wychodzi z założenia, że wiele sklepów ma kiepskie wyszukiwarki i to rozwiązanie ma być dla nich wartością dodaną.4. Promolinkr.pl - uruchomiony w zasadzie parę dni temu, oferta bardzo przypomina Promoringa. Co ciekawe, kolejny projekt z Wrocławia (trzy z czterech ringów pochodzą z Wrocławia - macie tam jakieś nowe zagłębie?). Trudno mi cokolwiek napisać. Nie wróżę jednak sukcesu biorąc pod uwagę to, że jest już w zasadzie dwóch "dużych" konkurentów i trzeci o podobnej skali z prawdopodobnie dużo lepszym rozwiązaniem.Podsumowując, jestem dość sceptycznie nastawiony do webringów. Myślę, że dopóki nie zostanie wypracowany naprawdę dobry algorytm, to one nie będą sprzedawać. Z moich obserwacji wynika, że kilka dużych i znanych mi sklepów po testach zrezygnowało z tych rozwiązań. Być może jednak trzeba jeszcze trochę poczekać i zacząć ponownie testować ulepszone rozwiązania. Póki co autorom projektów (zwłaszcza Promoringa) zamiast pieniędzy z projektu pozostają maile do właścicieli sklepów, którym można zaproponować usługi lub produkty komplementarne. Nie trzeba będzie wtedy spamować e-sklepów, a mi jako właścicielowi e-sklepu zdarza się otrzymywać podobny spam nawet od znajomych firm...Wiem, że wielu z Was testowało te rozwiązania. Dajcie znać w komentarzach o Waszych odczuciach. Zapraszam również do dyskusji właścicieli wymienionych platform. Tylko proszę bez agresji, jak to niektórzy z Was mają w zwyczaju. ;-)

poniedziałek, 20 lipiec 2009 22:52:21

ring, wolny, czyli

Ring wolny, czyli o webringach w sklepach internetowych

Od dobrych kilku miesięcy coraz głośniej o webringach w sklepach internetowych. Przyznam szczerze, że dość długo przymierzałem się do tego tekstu. W międzyczasie powstawały nowe ringi i aktualnie mamy już cztery rozwiązania. Myślę, że to dobry moment na małą analizę. Przyglądam się webringom w zasadzie od początku, ale nigdy nie testowałem ich na sobie. Mam jednak całkiem dużo informacji od znajomych, którzy z nich korzystali lub korzystają. Całkiem sporo można też wyczytać na forach internetowych czy mikroblogach.Podstawowe pytanie jakie sobie zadaje w kontekście webringów: czy to w ogóle ma sens? Czy jeśli szukasz dla dziecka zabawki w Toys4Boys.pl, to porzucisz ten sklep, żeby kupić opony w Opony.pl? Myślę, że zdecydowanie nie. Takie webringi miałyby dla mnie sens tylko w przypadku, kiedy poszukuję np. prezentu na urodziny. Wtedy będąc np. w perfumerii internetowej mogę być zainteresowany przejściem do sklepu z galanterią skórzaną itd. No ale takie sytuacje to tylko jakiś niewielki odsetek wszystkich transakcji.W związku z tym ruch, jaki otrzymują sklepy jest zazwyczaj przypadkowy. Ktoś przypadkiem wszedł do jakiegoś sklepu i opuścił go przechodząc do innego. Czyli coś w stylu tańca odbijanego (praktykowany na weselach ;-)). Wynika to w dużej mierze z prostoty algorytmów. Te są jednak ulepszane i być może wpłyną na wyższą skuteczność tej formy promocji w przyszłości.Co ciekawe, nawet jedna z osób współpracująca przy takim projekcie - Nikodem Krajewski z Promoring.pl - na forum Goldenline pisze , że " równocześnie nie należy zapominać, że idea PromoRing bazuje na zbieraniu najmniej atrakcyjnego ruchu (tzw. ruch 'śmieciowego' czyli użytkowników, którzy znaleźli się w sklepie przypadkowo, nie mają potrzeby zakupu)." Dalej jednak już trudno zgodzić mi się z Nikodemem, który uważa, że w takich webringach bardziej chodzi o "elementy wizerunkowe" i "strategiczne", które mają zapewnić sprzedaż w przyszłości. Problem w tym, że Promoring chce mieć w swojej bazie kilka tysięcy sklepów, a biznesów, które są w stanie przedkładać wizerunek nad sprzedaż w Polsce mamy może kilkadziesiąt. Nie wydaje mi się, żeby mała ikonka, czy przypadkowe wejście do jakiegoś sklepu dawało jakikolwiek trwały efekt budowania marki. W każdym razie jest to w zasadzie darmowy ruch i warto spróbować pokusić się co najmniej o przetestowanie któregoś z rozwiązań. Z jakich webringów możemy skorzystać (w kolejności chronologicznej):1. Promoring.pl - najstarszy ring, największa baza sklepów (podobno już nawet 1200). Algorytm jeszcze kilka tygodni temu był zupełnie niezaawansowany. To jednak, pod wpływem konkurencji, ulega zmianom. Autorzy projektu nie chcą jednak zdradzać silnych stron algorytmu, co może oznaczać, że ich nie ma lub coś zupełnie odwrotnego. ;-) Mankamentem jaki dostrzegam jest to, że sklepy są dzielone na ringi m.in. według liczby odsłon. To często sprawia, że dla niektórych sklepów (zwłaszcza tych dużych) wyświetlają się wciąż te same sklepy. Być może lepszym rozwiązaniem byłoby skończenie z podziałem ze względu na odwiedzalność, bo kto powiedział, że będąc w dużym sklepie będę zainteresowany zakupami tylko w innych dużych sklepach? Gdyby dokonać innego podziału, to Promoring miałby szansę linkować wzajemnie z większym urozmaiceniem. Gołym okiem widać jednak, że projekt jest ciągle rozwijany - wprowadzono m.in. moderację sklepów (wcześniej zdarzały się wpadki, że sklepy promowały konkurencję). Aktualnie być może dużym krokiem do przodu okaże się przyporządkowanie sklepów do kategorii (np. kobiety, mężczyźni), co powinno pozwolić lepiej dopasowywać grupy docelowe. W informacji prasowej mowa również o dopasowaniu demograficznym, jednak bez jakichkolwiek szczegółów. Projekt chce zarabiać na pogrubieniu linków czy dodatkowej ikonce graficznej. Jeszcze do niedawna była to prowizja od sprzedaży, z której zrezygnowano (koronny dowód na niską skuteczność?).2. Machnium.com - to rozwiązanie przygotowane przez Michała Kabzińskiego autora np. systemu statystyk - Alien-Stats. Machnium pomimo zdecydowanie mniejszej skali działania zdradza więcej ze swojego algorytmu. Machnium to system, który na bieżąco analizuje zachowania użytkowników m.in. to z jakiego typu sklepów jakie sklepy są najczęściej odwiedzane. To powinno w perspektywie kolejnych tygodni, a może miesięcy wypracować algorytm, który będzie w stanie skuteczniej prezentować sklepy partnerskie. System ma być również zintegrowany ze statystykami Alien-Stats. Aktualnie największym problemem w jego przypadku jest mała skala działania.3. SymbioStream - projekt Piotra Jarosza ze Sklepy24.pl. Jak przyznał Piotr powstał ze względu na prośby właścicieli e-sklepów zrzeszonych w Sklepy24.pl. Założeniem systemu jest to, że ruch powinny przekazywać sobie tylko te sklepy, które są do siebie podobne pod względem grupy docelowej klientów, a nie poziomu odwiedzalności. Można powiedzieć, że jest to główny wyróżnik w stosunku do aktualnej wersji systemu Promoring. System podobnie jak Machnium.com stara się działać inteligentnie i uczyć się. W tym celu SymbioStream analizuje "konwersję", która w tym przypadku jest rozumiana jako "stosunek przejść do sklepu nie zakończonych odrzuceniem w pierwszym kroku w stosunku do ilości wyświetleń linku tego sklepu na stronie partnera." Można zatem przyjąć założenie, że docelowo promować będą się sklepy, które mają na siebie najlepszy "wpływ".SymbioStream jest darmowy i powstał po to, aby promować niedawno uruchomioną wyszukiwarkę produktów Kangoo.pl, o której miałem okazję wspomnieć. Wyszukiwarka umieszczona w pasku ringa umożliwia przeszukiwanie produktów w obrębie sklepu. Piotr Jarosz wychodzi z założenia, że wiele sklepów ma kiepskie wyszukiwarki i to rozwiązanie ma być dla nich wartością dodaną.4. Promolinkr.pl - uruchomiony w zasadzie parę dni temu, oferta bardzo przypomina Promoringa. Co ciekawe, kolejny projekt z Wrocławia (trzy z czterech ringów pochodzą z Wrocławia - macie tam jakieś nowe zagłębie?). Trudno mi cokolwiek napisać. Nie wróżę jednak sukcesu biorąc pod uwagę to, że jest już w zasadzie dwóch "dużych" konkurentów i trzeci o podobnej skali z prawdopodobnie dużo lepszym rozwiązaniem.Podsumowując, jestem dość sceptycznie nastawiony do webringów. Myślę, że dopóki nie zostanie wypracowany naprawdę dobry algorytm, to one nie będą sprzedawać. Z moich obserwacji wynika, że kilka dużych i znanych mi sklepów po testach zrezygnowało z tych rozwiązań. Być może jednak trzeba jeszcze trochę poczekać i zacząć ponownie testować ulepszone rozwiązania. Póki co autorom projektów (zwłaszcza Promoringa) zamiast pieniędzy z projektu pozostają maile do właścicieli sklepów, którym można zaproponować usługi lub produkty komplementarne. Nie trzeba będzie wtedy spamować e-sklepów, a mi jako właścicielowi e-sklepu zdarza się otrzymywać podobny spam nawet od znajomych firm...Wiem, że wielu z Was testowało te rozwiązania. Dajcie znać w komentarzach o Waszych odczuciach. Zapraszam również do dyskusji właścicieli wymienionych platform. Tylko proszę bez agresji, jak to niektórzy z Was mają w zwyczaju. ;-)

poniedziałek, 20 lipiec 2009 22:52:21

ring, wolny, czyli

Morele.net kupują 1klik.pl - krótka analiza

Pod koniec kwietnia Morele.net poinformowało o kupnie sklepu 1klik.pl należącego wcześniej do Zakupy.com . Kto zyskał, kto stracił? Na te i inne pytania pomaga mi odpowiedzieć Błażej Stachowiak, który sam o sobie pisze: "związany z e-businessem od początków jego istnienia w Polsce. Twórca sukcesów i autor innowacyjnych rozwiązań informatycznych w największej księgarni internetowej Merlin.pl. Na co dzień łączący obowiązki ojca i męża godząc je z przyjemnościami podróży na koniec świata, białego szaleństwa oraz dwóch kółek. Ojciec i założyciel Butiku Webowego, w ramach którego doradza jak efektywnie wykorzystywać elektroniczne kanały sprzedaży do kontaktu z prosumentem."O problemach Zakupy.com pewnie większość z Was już wie. Informowałem o nich przy okazji tej notki. Firma nie tylko postanowiła przebudować model biznesowy, ale również sprzedać wszystkie sklepy ze swojej stajni. Na pierwszy ogień poszły wspomniane 1klik.pl i Ultima.pl, o którym później. 1klik.pl od jakiegoś czasu będąc pod opieką Zakupy.com przerwał realizację zamówień.Kwota transakcji sprzedaży obu sklepów wyniosła 660 tysięcy złotych, o czym spółka poinformowała w oficjalnym komunikacie. Warto zwrócić uwagę na to, że spółka "dokonała sprzedaży całej działalności związanej ze sklepem internetowym ultima.pl oraz zbyła prawa do domeny internetowej 1klik.pl". Oprócz tego w notce prasowej można wyczytać, że Morele.net  kupiły również bazę klientów. - Morele.net zakupiły z jednej strony ruch internetowy pochodzący z dobrze wypozycjonowanej domeny, a z drugiej możliwość kontaktu z klientami sklepu internetowego. Myślę, że możemy swobodnie założyć, że przynajmniej 40%-45% ruchu pochodziło z organicznych wyników wyszukiwania. Mówimy wtedy o ok. 40-50 tys. wejść do sklepu Morele.net na miesiąc. W tej branży na kampanię PPC, która miała by mieć taki efekt należało by wydać kwotę nie mniejszą, niż 50 tys. złotych - analizuje Błażej.Tyle jeśli chodzi o sam ruch. Kupiono również bazę klientów. Jak dużą? - Szacuję, że przy dominującej jednokrotności zamówień i konwersji na poziomie 1% sklep mógł zgromadzić w samym tylko roku 2008 kilkanaście tysięcy adresów e-mail. Przez całą swoją historię było ich znacznie więcej - twierdzi Błażej.Myślę, że spokojnie możemy przyjąć, że Morele.net wzbogaciły się o dobre kilkadziesiąt tysięcy adresów. Rodzi się pytanie na ile uda się coś z tą bazą klientów zrobić. - Praca nad portfolio kilkudziesięciu tysięcy adresów email, będzie tym efektywniejsza im dokładniejsze dane są w rękach nowych właścicieli. Sytuacją idealną jest sytuacja, w której mają oni dostęp do historii zarówno zakupów jak i kontaktów klienta ze sklepem. Wtedy, każda grupa klientów, może dostać mocno profilowany przekaz, dzięki czemu odzew tego typu mailingu może być wielokrotnie przewyższający standardowe kilka procent odzewu - pisał Błażej.Czy 1klik.pl ma takie dane wiedzą pewnie tylko uczestnicy transakcji. Biorąc jednak pod uwagę kwoty mailingów wysyłanych do dobrze spersonalizowanych grup (ich koszt można szacować na ok. 0,5 zł za maila), to dochodzi nam kolejne kilkanaście tysięcy, a może nawet kilkadziesiąt tysięcy do kwoty transakcji. Przy czym mailingi do tej bazy klientów mogą być wysyłane wielokrotnie. - Co potwierdza Michał Pawlik z Morele.net, nie chodzi o wysłanie jednej, czy dwóch informacji handlowych do dobrze ztargetowanej grupy klientów, ale zbudowanie świadomości o nowej lepszej obsłudze i szerszej ofercie - tłumaczy Błażej.Warto przyjrzeć się temu jak to przejęcie wygląda od strony operacyjnej:1. Strona 1klik.pl nie zmieniła swojego wyglądu, choć na stronie głównej pojawiła się informacja o nowym właścicielu.2. Wszystkie linki do kategorii produktowych i producentów w sklepie odsyłają do identycznych w Morele.net. Jeśli w Morele.net danej kategorii nie ma, to link odsyła do strony głównej. 3. Przekierowano również większość produktów. Tych, których się nie udało nie można dodać do koszyka - pojawia się wtedy informacja, że nowym adresem strony jest Morele.net.Czy Morele.net zyskały? - W tej branży klienci robią zakupy częściej niż w branży RTV/AGD ale dużo rzadziej niż w sklepach z książkami czy płytami. Załóżmy, że konwersja dla organicznych wejść z wyszukiwarek jest na poziomie 1,5%, dodatkowo 60% klientów wraca, a klient w ciągu roku dokonuje dwóch zakupów. Jeśli wyjdziemy z liczby 50 tys wejść to otrzymamy 1200 zamówień w skali pierwszego miesiąca. Przy założeniu, że miesięcznie liczba wejść będzie maleć o 15% to sklep może pozyskać 4,5 tys. zamówień i ponad 1,6 tys. wiernych klientów do okresu świątecznego, kiedy żniwa tak naprawdę dopiero się zaczną. Myślę, że to całkiem dobry wynik - wylicza Błażej Stachowiak.Tak naprawdę wszystko rozbija się o kwotę transakcji. Jak już wspomniałem oba sklepy zostały sprzedane za kwotę 660 tys. złotych. Z czego w przypadku Ultima.pl sprzedano całą działalność (a więc może dodatkowo jakiś magazyn, know-how etc.). Można zatem wnioskować, że to Ultima stanowiła większe znaczenie w kwocie transakcji. Jakby jednak nie patrzeć cena jest i tak bardzo okazyjna jak na sklep, który w 2008 roku wygenerował ponad 6 mln przychodu. - To świadczyłoby, że wartość sklepu Ultima.pl była wyliczona przy przeliczniku 0,1xPrzychody. Nawet jeśli 1klik.pl został sprzedany za symboliczną złotówkę (w co chyba nikt nie wierzy) to przelicznik z 0,1 wzrasta do 0,11! Myślę, że na pytanie dlaczego tak tanio, każdy jest w stanie sam sobie odpowiedzieć np. na podstawie wykresu giełdowego sprzedającego - twierdzi Błażej.Za ile sprzedano zatem 1klik? Prawdopodobnie za kwotę nie większą niż 100 tys. złotych, a może nawet dużo mniej.Swoją drogą po raz kolejny potwierdza się teza, że w czasach kryzysu zyskują ci, którzy mają gotówkę. Kto o zdrowych zmysłach jeszcze rok temu sprzedawałby taki sklep jak Ultima.pl za kwotę niższą niż 600 tys. złotych? :-) - Myślę, że obecne czasy sprzyjają zmianom właścicielskim związanym z konsolidacjami i będziemy świadkami jeszcze kilku podobnych transakcji - kończy Błażej.Jakieś uwagi, spostrzeżenia? Piszcie śmiało.p.s. Umówiłem się z Błażejem na częstsze "występy" na blogu, więc możecie spodziewać się kolejnych tekstów w przyszłości. Czytaj więcej:- oficjalna informacja prasowa.

poniedziałek, 25 maj 2009 19:05:51

morele.net, kupują, 1klik.pl

Morele.net kupują 1klik.pl - krótka analiza

Pod koniec kwietnia Morele.net poinformowało o kupnie sklepu 1klik.pl należącego wcześniej do Zakupy.com . Kto zyskał, kto stracił? Na te i inne pytania pomaga mi odpowiedzieć Błażej Stachowiak, który sam o sobie pisze: "związany z e-businessem od początków jego istnienia w Polsce. Twórca sukcesów i autor innowacyjnych rozwiązań informatycznych w największej księgarni internetowej Merlin.pl. Na co dzień łączący obowiązki ojca i męża godząc je z przyjemnościami podróży na koniec świata, białego szaleństwa oraz dwóch kółek. Ojciec i założyciel http://butikwebowy.pl/#id=BWK1 ">Butiku Webowego , w ramach którego doradza jak efektywnie wykorzystywać elektroniczne kanały sprzedaży do kontaktu z prosumentem."O problemach Zakupy.com pewnie większość z Was już wie. Informowałem o nich przy okazji tej notki. Firma nie tylko postanowiła przebudować model biznesowy, ale również sprzedać wszystkie sklepy ze swojej stajni. Na pierwszy ogień poszły wspomniane 1klik.pl i Ultima.pl, o którym później. 1klik.pl od jakiegoś czasu będąc pod opieką Zakupy.com przerwał realizację zamówień.Kwota transakcji sprzedaży obu sklepów wyniosła 660 tysięcy złotych, o czym spółka poinformowała w oficjalnym komunikacie. Warto zwrócić uwagę na to, że spółka "dokonała sprzedaży całej działalności związanej ze sklepem internetowym ultima.pl oraz zbyła prawa do domeny internetowej 1klik.pl". Oprócz tego w notce prasowej można wyczytać, że Morele.net  kupiły również bazę klientów. - Morele.net zakupiły z jednej strony ruch internetowy pochodzący z dobrze wypozycjonowanej domeny, a z drugiej możliwość kontaktu z klientami sklepu internetowego. Myślę, że możemy swobodnie założyć, że przynajmniej 40%-45% ruchu pochodziło z organicznych wyników wyszukiwania. Mówimy wtedy o ok. 40-50 tys. wejść do sklepu Morele.net na miesiąc. W tej branży na kampanię PPC, która miała by mieć taki efekt należało by wydać kwotę nie mniejszą, niż 50 tys. złotych - analizuje Błażej.Tyle jeśli chodzi o sam ruch. Kupiono również bazę klientów. Jak dużą? - Szacuję, że przy dominującej jednokrotności zamówień i konwersji na poziomie 1% sklep mógł zgromadzić w samym tylko roku 2008 kilkanaście tysięcy adresów e-mail. Przez całą swoją historię było ich znacznie więcej - twierdzi Błażej.Myślę, że spokojnie możemy przyjąć, że Morele.net wzbogaciły się o dobre kilkadziesiąt tysięcy adresów. Rodzi się pytanie na ile uda się coś z tą bazą klientów zrobić. - Praca nad portfolio kilkudziesięciu tysięcy adresów email, będzie tym efektywniejsza im dokładniejsze dane są w rękach nowych właścicieli. Sytuacją idealną jest sytuacja, w której mają oni dostęp do historii zarówno zakupów jak i kontaktów klienta ze sklepem. Wtedy, każda grupa klientów, może dostać mocno profilowany przekaz, dzięki czemu odzew tego typu mailingu może być wielokrotnie przewyższający standardowe kilka procent odzewu - pisał Błażej.Czy 1klik.pl ma takie dane wiedzą pewnie tylko uczestnicy transakcji. Biorąc jednak pod uwagę kwoty mailingów wysyłanych do dobrze spersonalizowanych grup (ich koszt można szacować na ok. 0,5 zł za maila), to dochodzi nam kolejne kilkanaście tysięcy, a może nawet kilkadziesiąt tysięcy do kwoty transakcji. Przy czym mailingi do tej bazy klientów mogą być wysyłane wielokrotnie. - Co potwierdza Michał Pawlik z Morele.net, nie chodzi o wysłanie jednej, czy dwóch informacji handlowych do dobrze ztargetowanej grupy klientów, ale zbudowanie świadomości o nowej lepszej obsłudze i szerszej ofercie - tłumaczy Błażej.Warto przyjrzeć się temu jak to przejęcie wygląda od strony operacyjnej:1. Strona 1klik.pl nie zmieniła swojego wyglądu, choć na stronie głównej pojawiła się informacja o nowym właścicielu.2. Wszystkie linki do kategorii produktowych i producentów w sklepie odsyłają do identycznych w Morele.net. Jeśli w Morele.net danej kategorii nie ma, to link odsyła do strony głównej. 3. Przekierowano również większość produktów. Tych, których się nie udało nie można dodać do koszyka - pojawia się wtedy informacja, że nowym adresem strony jest Morele.net.Czy Morele.net zyskały? - W tej branży klienci robią zakupy częściej niż w branży RTV/AGD ale dużo rzadziej niż w sklepach z książkami czy płytami. Załóżmy, że konwersja dla organicznych wejść z wyszukiwarek jest na poziomie 1,5%, dodatkowo 60% klientów wraca, a klient w ciągu roku dokonuje dwóch zakupów. Jeśli wyjdziemy z liczby 50 tys wejść to otrzymamy 1200 zamówień w skali pierwszego miesiąca. Przy założeniu, że miesięcznie liczba wejść będzie maleć o 15% to sklep może pozyskać 4,5 tys. zamówień i ponad 1,6 tys. wiernych klientów do okresu świątecznego, kiedy żniwa tak naprawdę dopiero się zaczną. Myślę, że to całkiem dobry wynik - wylicza Błażej Stachowiak.Tak naprawdę wszystko rozbija się o kwotę transakcji. Jak już wspomniałem oba sklepy zostały sprzedane za kwotę 660 tys. złotych. Z czego w przypadku Ultima.pl sprzedano całą działalność (a więc może dodatkowo jakiś magazyn, know-how etc.). Można zatem wnioskować, że to Ultima stanowiła większe znaczenie w kwocie transakcji. Jakby jednak nie patrzeć cena jest i tak bardzo okazyjna jak na sklep, który w 2008 roku wygenerował ponad 6 mln przychodu. - To świadczyłoby, że wartość sklepu Ultima.pl była wyliczona przy przeliczniku 0,1xPrzychody. Nawet jeśli 1klik.pl został sprzedany za symboliczną złotówkę (w co chyba nikt nie wierzy) to przelicznik z 0,1 wzrasta do 0,11! Myślę, że na pytanie dlaczego tak tanio, każdy jest w stanie sam sobie odpowiedzieć np. na podstawie wykresu giełdowego sprzedającego - twierdzi Błażej.Za ile sprzedano zatem 1klik? Prawdopodobnie za kwotę nie większą niż 100 tys. złotych, a może nawet dużo mniej.Swoją drogą po raz kolejny potwierdza się teza, że w czasach kryzysu zyskują ci, którzy mają gotówkę. Kto o zdrowych zmysłach jeszcze rok temu sprzedawałby taki sklep jak Ultima.pl za kwotę niższą niż 600 tys. złotych? :-) - Myślę, że obecne czasy sprzyjają zmianom właścicielskim związanym z konsolidacjami i będziemy świadkami jeszcze kilku podobnych transakcji - kończy Błażej.Jakieś uwagi, spostrzeżenia? Piszcie śmiało.p.s. Umówiłem się z Błażejem na częstsze "występy" na blogu, więc możecie spodziewać się kolejnych tekstów w przyszłości. Czytaj więcej:- oficjalna informacja prasowa.

poniedziałek, 25 maj 2009 19:05:51

morele.net, kupują, 1klik.pl

Morele.net kupują 1klik.pl - krótka analiza

Pod koniec kwietnia Morele.net poinformowało o kupnie sklepu 1klik.pl należącego wcześniej do Zakupy.com . Kto zyskał, kto stracił? Na te i inne pytania pomaga mi odpowiedzieć Błażej Stachowiak, który sam o sobie pisze: "związany z e-businessem od początków jego istnienia w Polsce. Twórca sukcesów i autor innowacyjnych rozwiązań informatycznych w największej księgarni internetowej Merlin.pl. Na co dzień łączący obowiązki ojca i męża godząc je z przyjemnościami podróży na koniec świata, białego szaleństwa oraz dwóch kółek. Ojciec i założyciel Butiku Webowego, w ramach którego doradza jak efektywnie wykorzystywać elektroniczne kanały sprzedaży do kontaktu z prosumentem."O problemach Zakupy.com pewnie większość z Was już wie. Informowałem o nich przy okazji tej notki. Firma nie tylko postanowiła przebudować model biznesowy, ale również sprzedać wszystkie sklepy ze swojej stajni. Na pierwszy ogień poszły wspomniane 1klik.pl i Ultima.pl, o którym później. 1klik.pl od jakiegoś czasu będąc pod opieką Zakupy.com przerwał realizację zamówień.Kwota transakcji sprzedaży obu sklepów wyniosła 660 tysięcy złotych, o czym spółka poinformowała w oficjalnym komunikacie. Warto zwrócić uwagę na to, że spółka "dokonała sprzedaży całej działalności związanej ze sklepem internetowym ultima.pl oraz zbyła prawa do domeny internetowej 1klik.pl". Oprócz tego w notce prasowej można wyczytać, że Morele.net  kupiły również bazę klientów. - Morele.net zakupiły z jednej strony ruch internetowy pochodzący z dobrze wypozycjonowanej domeny, a z drugiej możliwość kontaktu z klientami sklepu internetowego. Myślę, że możemy swobodnie założyć, że przynajmniej 40%-45% ruchu pochodziło z organicznych wyników wyszukiwania. Mówimy wtedy o ok. 40-50 tys. wejść do sklepu Morele.net na miesiąc. W tej branży na kampanię PPC, która miała by mieć taki efekt należało by wydać kwotę nie mniejszą, niż 50 tys. złotych - analizuje Błażej.Tyle jeśli chodzi o sam ruch. Kupiono również bazę klientów. Jak dużą? - Szacuję, że przy dominującej jednokrotności zamówień i konwersji na poziomie 1% sklep mógł zgromadzić w samym tylko roku 2008 kilkanaście tysięcy adresów e-mail. Przez całą swoją historię było ich znacznie więcej - twierdzi Błażej.Myślę, że spokojnie możemy przyjąć, że Morele.net wzbogaciły się o dobre kilkadziesiąt tysięcy adresów. Rodzi się pytanie na ile uda się coś z tą bazą klientów zrobić. - Praca nad portfolio kilkudziesięciu tysięcy adresów email, będzie tym efektywniejsza im dokładniejsze dane są w rękach nowych właścicieli. Sytuacją idealną jest sytuacja, w której mają oni dostęp do historii zarówno zakupów jak i kontaktów klienta ze sklepem. Wtedy, każda grupa klientów, może dostać mocno profilowany przekaz, dzięki czemu odzew tego typu mailingu może być wielokrotnie przewyższający standardowe kilka procent odzewu - pisał Błażej.Czy 1klik.pl ma takie dane wiedzą pewnie tylko uczestnicy transakcji. Biorąc jednak pod uwagę kwoty mailingów wysyłanych do dobrze spersonalizowanych grup (ich koszt można szacować na ok. 0,5 zł za maila), to dochodzi nam kolejne kilkanaście tysięcy, a może nawet kilkadziesiąt tysięcy do kwoty transakcji. Przy czym mailingi do tej bazy klientów mogą być wysyłane wielokrotnie. - Co potwierdza Michał Pawlik z Morele.net, nie chodzi o wysłanie jednej, czy dwóch informacji handlowych do dobrze ztargetowanej grupy klientów, ale zbudowanie świadomości o nowej lepszej obsłudze i szerszej ofercie - tłumaczy Błażej.Warto przyjrzeć się temu jak to przejęcie wygląda od strony operacyjnej:1. Strona 1klik.pl nie zmieniła swojego wyglądu, choć na stronie głównej pojawiła się informacja o nowym właścicielu.2. Wszystkie linki do kategorii produktowych i producentów w sklepie odsyłają do identycznych w Morele.net. Jeśli w Morele.net danej kategorii nie ma, to link odsyła do strony głównej. 3. Przekierowano również większość produktów. Tych, których się nie udało nie można dodać do koszyka - pojawia się wtedy informacja, że nowym adresem strony jest Morele.net.Czy Morele.net zyskały? - W tej branży klienci robią zakupy częściej niż w branży RTV/AGD ale dużo rzadziej niż w sklepach z książkami czy płytami. Załóżmy, że konwersja dla organicznych wejść z wyszukiwarek jest na poziomie 1,5%, dodatkowo 60% klientów wraca, a klient w ciągu roku dokonuje dwóch zakupów. Jeśli wyjdziemy z liczby 50 tys wejść to otrzymamy 1200 zamówień w skali pierwszego miesiąca. Przy założeniu, że miesięcznie liczba wejść będzie maleć o 15% to sklep może pozyskać 4,5 tys. zamówień i ponad 1,6 tys. wiernych klientów do okresu świątecznego, kiedy żniwa tak naprawdę dopiero się zaczną. Myślę, że to całkiem dobry wynik - wylicza Błażej Stachowiak.Tak naprawdę wszystko rozbija się o kwotę transakcji. Jak już wspomniałem oba sklepy zostały sprzedane za kwotę 660 tys. złotych. Z czego w przypadku Ultima.pl sprzedano całą działalność (a więc może dodatkowo jakiś magazyn, know-how etc.). Można zatem wnioskować, że to Ultima stanowiła większe znaczenie w kwocie transakcji. Jakby jednak nie patrzeć cena jest i tak bardzo okazyjna jak na sklep, który w 2008 roku wygenerował ponad 6 mln przychodu. - To świadczyłoby, że wartość sklepu Ultima.pl była wyliczona przy przeliczniku 0,1xPrzychody. Nawet jeśli 1klik.pl został sprzedany za symboliczną złotówkę (w co chyba nikt nie wierzy) to przelicznik z 0,1 wzrasta do 0,11! Myślę, że na pytanie dlaczego tak tanio, każdy jest w stanie sam sobie odpowiedzieć np. na podstawie wykresu giełdowego sprzedającego - twierdzi Błażej.Za ile sprzedano zatem 1klik? Prawdopodobnie za kwotę nie większą niż 100 tys. złotych, a może nawet dużo mniej.Swoją drogą po raz kolejny potwierdza się teza, że w czasach kryzysu zyskują ci, którzy mają gotówkę. Kto o zdrowych zmysłach jeszcze rok temu sprzedawałby taki sklep jak Ultima.pl za kwotę niższą niż 600 tys. złotych? :-) - Myślę, że obecne czasy sprzyjają zmianom właścicielskim związanym z konsolidacjami i będziemy świadkami jeszcze kilku podobnych transakcji - kończy Błażej.Jakieś uwagi, spostrzeżenia? Piszcie śmiało.p.s. Umówiłem się z Błażejem na częstsze "występy" na blogu, więc możecie spodziewać się kolejnych tekstów w przyszłości. Czytaj więcej:- oficjalna informacja prasowa.

poniedziałek, 25 maj 2009 19:05:51

morele.net, kupują, 1klik.pl

[Aktualizacja] Serwisy opiniujące

Internauci głupi nie są i coraz częściej przed zakupem sprawdzają wiarygodność sklepu. Wtedy zazwyczaj z pomocą przychodzą im serwisy zbierające opinie. Warto z nich korzystać? Jeśli tak, to z którego i w jaki sposób? Przegląd najpopularniejszych serwisów opiniującychOto co mamy do wyboru: 1. Porównywarki. Porównywarki warto wykorzystywać do opinii tylko wtedy, kiedy są one ważne w naszej branży (np. branża komputerowa, AGD, RTV etc.). W przeciwnym razie inne miejsca powinny być lepszym wyborem jeśli chodzi o zbieranie opinii. Porównywarki kiepsko radzą sobie z wiarygodnością opinii. Jeszcze do niedawna, żeby dodać opinię na Ceneo nie trzeba było podawać żadnego maila do weryfikacji. Na porządku dziennym znane są historie, kiedy to porównywarki usuwają negatywne komentarze na życzenie sklepów. Dlaczego? Nie chcą podpadać swoim klientom (sklepom), które płacą im grubą kasę. Poza tym lepsze opinie sklepów to więcej klików. Jeśli dana branża ma małe znaczenie dla porównywarek, to nie warto się tam angażować. Z drugiej strony z wymienionych serwisów tylko porównywarki (oczywiście te największe) mają na tyle rozpoznawalną markę, że wielu internautów potrafi odwiedzić je wpisując adres do przeglądarki. 2. Pinia.pl . Projekt firmy pozycjonującej Artefakt wykorzystywany głównie do SEO. Warto dodać tam sklep (dla SEO, a jakże ;-)) i nic poza tym.3. Opineo.pl . Serwis skupiający się tylko na opiniach. Trzeba przyznać, że jest to aktualnie jedna z ważniejszych propozycji do rozważenia przy wyborze serwisu opiniującego. Dodawanie opinii jest proste, zabezpieczenia na wysokim poziomie. Po ostatnich zmianach w wyglądzie, Opineo wprowadziło również ofertę premium dla sklepów - "Słucham Swoich Klientów". Za kilkanaście złotych miesięcznie serwis informuje o negatywnych opiniach z wyprzedzeniem czasowym czy usprawnia informowanie klientów o możliwości wystawienia opinii. Żeby wziąć udział w programie sklep musi zamieścić button do Opineo, co wydaje się świetnym posunięciem ułatwiającym budowę bazy opinii. 4. Sklepy24.pl . Serwis, dla którego opinie stanowią jedną z funkcjonalności. Sklepy24 stawiają na jakość opinii. Najwięcej uwagi poświęcają algorytmowi (częściowy tajny), który ich zdaniem jest najlepszy na rynku. Serwis nie stawia na ilość opinii, a ich jakość: - Po roku funkcjonowania serwisu stwierdziliśmy, że ponad 90% opinii jest bez wartości bo większość pozytywów jest wystawianych ewidentnie przez same sklepy lub negatywy wystawiane przez konkurencję albo pieniaczy. Wówczas stanąłem przed decyzją - albo rezygnujemy z opinii albo tworzymy maksymalnie zabezpieczony system, który daje maksimum pewności i jakości - tłumaczył Piotr. Jak zauważa Piotr, największą wadą serwisu jest ciągle mała popularność systemu rekomendacji, co nie przyczynia się do dużego wzrostu opinii. Przy wyborze warto mieć na uwadze oglądalność poszczególnych serwisów. Sklepy24.pl i Opineo.pl mają ją podobną. Pinia.pl ustępuje im zasięgiem, a swój ruch buduje głównie na wyszukiwarkach. Czy opinie są wiarygodne?To jeden z podstawowych zarzutów stawianych serwisom opiniującym. Dodanie opinii nie jest trudne. W teorii bardzo łatwo o nadużycia i próby dyskredytowania konkurencji poprzez wymyślone komentarze. Ta kwestia jest chyba jedną z najważniejszych dla tego typu serwisu i trzeba przyznać, że potrafią się one skutecznie bronić przez różnego rodzaju nadużyciami.Serwisy przygotowują własne algorytmy, które mają na celu wyławianie opinii fikcyjnych. Zazwyczaj odbywa się to w dwóch turach: 1. Pierwsze wrażenie - z jakiego maila, IP, cookies etc. pochodzi opinia, jak długo wypełniano formularz, co można powiedzieć o stylistyce opinii. Ten etap zazwyczaj jest częściowo zautomatyzowany, a częściowo podlega pracy moderatora. Na tym etapie wyławiane są również opinie o sklepach składane przez samych zainteresowanych. 2. Reklamacja opinii - to drugi etap weryfikacji. Jeśli kłamliwa opinia przedostanie się do serwisu sklep może ją zareklamować zgłaszając swoje uwagi. Wtedy odbywa się dialog pomiędzy rzekomym klientem, a sklepem, któremu przygląda się moderator. Kilkoma prostymi krokami można szybko wyłapać kto mówi prawdę. Moim ulubionym jest wskazanie numeru zamówienia. Co ważne, na czas reklamacji opinia jest zdjęta z serwisu do wyjaśnienia sprawy.Myślę, że te dwa etapy całkowicie wystarczają do tego, aby zapewnić sklepowi i serwisowi wiarygodność. Jak zbierać opinie? Kilka prostych porad: 1. Żeby klienci dodawali opinie o sklepie trzeba ich do tego zachęcić. Dobrze sprawdzają się maile po zamówieniu (np. informujące o wysyłce) z linkami kierującymi do serwisu opiniujących. Jeśli jakiś sklep ma ponad kilkaset opinii na którymś z serwisów, to jest to efekt właśnie takich działań. 2. Jeśli nie poprosimy klientów o wyrażenie opinii, to zrobią to głównie Ci, którym podpadliśmy jak np. w tym przypadku. To nie powinno dziwić, niezadowoleni klienci są najbardziej zdeterminowani do wyrażenia swojej opinii. 3. Jak tłumaczyli mi właściciele serwisów najbardziej kłopotliwe do wyłapania są pozytywne opinie o sklepie wystawiane... przez sam sklep. 4. Dziwię się sklepom, które naciskają np. na porównywarki, aby usuwały negatywne opinie. Moim zdaniem zdecydowanie lepiej jest na nie odpowiadać - tłumaczyć czy po prostu przyznać się do błędu jeśli klient został źle obsłużony. Osoby, które je przeczytają zobaczą, że sklepowi zależy na dialogu z klientem. Sklepy, które mają po kilka tysięcy pozytywnych opinii i żadnych wpadek nie wyglądają wiarygodnie. 5. Większość sklepów odsyła do jednego miejsca, gdzie klient może złożyć opinie. Prowadzi to do sytuacji, w której w serwisie X jest kilka tysięcy opinii, a w serwisie Y kilkanaście. Lepszym pomysłem jest dywersyfikacja. Przykładowo pół roku odsyłamy do serwisu X, a pół do serwisu Y. Mamy wtedy w obu serwisach większą liczbę opinii. Warto o tym pamiętać tym bardziej, że niezadowoleni klienci niejednokrotnie wystawiają negatywne opinie wszędzie, gdzie tylko się da. Czytaj więcej: - o opiniach z innego punktu widzenia. Aktualizacja Na wniosek stron usunąłem fragment dotyczący tego do kogo należy Opineo.

czwartek, 21 maj 2009 16:49:41

aktualizacja, serwisy, opiniujące

[Aktualizacja] Serwisy opiniujące

Internauci głupi nie są i coraz częściej przed zakupem sprawdzają wiarygodność sklepu. Wtedy zazwyczaj z pomocą przychodzą im serwisy zbierające opinie. Warto z nich korzystać? Jeśli tak, to z którego i w jaki sposób? Przegląd najpopularniejszych serwisów opiniującychOto co mamy do wyboru: 1. Porównywarki. Porównywarki warto wykorzystywać do opinii tylko wtedy, kiedy są one ważne w naszej branży (np. branża komputerowa, AGD, RTV etc.). W przeciwnym razie inne miejsca powinny być lepszym wyborem jeśli chodzi o zbieranie opinii. Porównywarki kiepsko radzą sobie z wiarygodnością opinii. Jeszcze do niedawna, żeby dodać opinię na Ceneo nie trzeba było podawać żadnego maila do weryfikacji. Na porządku dziennym znane są historie, kiedy to porównywarki usuwają negatywne komentarze na życzenie sklepów. Dlaczego? Nie chcą podpadać swoim klientom (sklepom), które płacą im grubą kasę. Poza tym lepsze opinie sklepów to więcej klików. Jeśli dana branża ma małe znaczenie dla porównywarek, to nie warto się tam angażować. Z drugiej strony z wymienionych serwisów tylko porównywarki (oczywiście te największe) mają na tyle rozpoznawalną markę, że wielu internautów potrafi odwiedzić je wpisując adres do przeglądarki. 2. Pinia.pl . Projekt firmy pozycjonującej Artefakt wykorzystywany głównie do SEO. Warto dodać tam sklep (dla SEO, a jakże ;-)) i nic poza tym.3. Opineo.pl. Serwis skupiający się tylko na opiniach. Na początek pytanie za 100 punktów. Czy Opineo to "cichy projekt" Skąpca?Piotr Jarosz, właściciel konkurencyjnego serwisu Sklepy24.pl, jest przekonany, że Opineo to projekt Skapca: - Opineo.pl stworzył Mariusz Janiszewski ze Skąpca (o czym sam mi kiedyś wspominał, a potem się wypierał) w celu wyrzucenia na zewnątrz porównywarki kłopotliwego elementu - negatywnych opinii. Był okres kiedy Pixmania.com bardzo dużo płaciła Skąpcowi za reklamę, ale niestety miała dużo negatywów i był konflikt interesów. Mariusz wpadł na pomysł, że to nie on zbiera te opinie, tylko niezależny serwis Opineo.pl, który nie wiadomo z czego się utrzymuje i jeszcze do niedawna nie było wiadomo do kogo należy - argumentuje Piotr Jarosz. Paweł Kucharzak kategorycznie zaprzecza i twierdzi, że Opineo jest niezależnym projektem, za którym nie stoi żadna porównywarka. Ktoś tu kłamie lub jest niedoinformowany, ciekawe kto.Do kogo nie należałby serwis trzeba przyznać, że jest aktualnie jedną z ważniejszych propozycji do rozważenia przy wyborze serwisu opiniującego. Dodawanie opinii jest proste, zabezpieczenia na wysokim poziomie. Po ostatnich zmianach w wyglądzie, Opineo wprowadziło również ofertę premium dla sklepów - "Słucham Swoich Klientów". Za kilkanaście złotych miesięcznie serwis informuje o negatywnych opiniach z wyprzedzeniem czasowym czy usprawnia informowanie klientów o możliwości wystawienia opinii. Żeby wziąć udział w programie sklep musi zamieścić button do Opineo, co wydaje się świetnym posunięciem ułatwiającym budowę bazy opinii. 4. Sklepy24.pl . Serwis, dla którego opinie stanowią jedną z funkcjonalności. Sklepy24 stawiają na jakość opinii. Najwięcej uwagi poświęcają algorytmowi (częściowy tajny), który ich zdaniem jest najlepszy na rynku. Serwis nie stawia na ilość opinii, a ich jakość: - Po roku funkcjonowania serwisu stwierdziliśmy, że ponad 90% opinii jest bez wartości bo większość pozytywów jest wystawianych ewidentnie przez same sklepy lub negatywy wystawiane przez konkurencję albo pieniaczy. Wówczas stanąłem przed decyzją - albo rezygnujemy z opinii albo tworzymy maksymalnie zabezpieczony system, który daje maksimum pewności i jakości - tłumaczył Piotr. Jak zauważa Piotr, największą wadą serwisu jest ciągle mała popularność, co nie przyczynia się do dużego wzrostu opinii. Przy wyborze warto mieć na uwadze oglądalność poszczególnych serwisów. Sklepy24.pl i Opineo.pl mają ją podobną. Pinia.pl ustępuje im zasięgiem, a swój ruch buduje głównie na wyszukiwarkach. Czy opinie są wiarygodne?To jeden z podstawowych zarzutów stawianych serwisom opiniującym. Dodanie opinii nie jest trudne. W teorii bardzo łatwo o nadużycia i próby dyskredytowania konkurencji poprzez wymyślone komentarze. Ta kwestia jest chyba jedną z najważniejszych dla tego typu serwisu i trzeba przyznać, że potrafią się one skutecznie bronić przez różnego rodzaju nadużyciami.Serwisy przygotowują własne algorytmy, które mają na celu wyławianie opinii fikcyjnych. Zazwyczaj odbywa się to w dwóch turach: 1. Pierwsze wrażenie - z jakiego maila, IP, cookies etc. pochodzi opinia, jak długo wypełniano formularz, co można powiedzieć o stylistyce opinii. Ten etap zazwyczaj jest częściowo zautomatyzowany, a częściowo podlega pracy moderatora. Na tym etapie wyławiane są również opinie o sklepach składane przez samych zainteresowanych. 2. Reklamacja opinii - to drugi etap weryfikacji. Jeśli kłamliwa opinia przedostanie się do serwisu sklep może ją zareklamować zgłaszając swoje uwagi. Wtedy odbywa się dialog pomiędzy rzekomym klientem, a sklepem, któremu przygląda się moderator. Kilkoma prostymi krokami można szybko wyłapać kto mówi prawdę. Moim ulubionym jest wskazanie numeru zamówienia. Co ważne, na czas reklamacji opinia jest zdjęta z serwisu do wyjaśnienia sprawy.Myślę, że te dwa etapy całkowicie wystarczają do tego, aby zapewnić sklepowi i serwisowi wiarygodność. Jak zbierać opinie? Kilka prostych porad: 1. Żeby klienci dodawali opinie o sklepie trzeba ich do tego zachęcić. Dobrze sprawdzają się maile po zamówieniu (np. informujące o wysyłce) z linkami kierującymi do serwisu opiniujących. Jeśli jakiś sklep ma ponad kilkaset opinii na którymś z serwisów, to jest to efekt właśnie takich działań. 2. Jeśli nie poprosimy klientów o wyrażenie opinii, to zrobią to głównie Ci, którym podpadliśmy jak np. w tym przypadku. To nie powinno dziwić, niezadowoleni klienci są najbardziej zdeterminowani do wyrażenia swojej opinii. 3. Jak tłumaczyli mi właściciele serwisów najbardziej kłopotliwe do wyłapania są pozytywne opinie o sklepie wystawiane... przez sam sklep. 4. Dziwię się sklepom, które naciskają np. na porównywarki, aby usuwały negatywne opinie. Moim zdaniem zdecydowanie lepiej jest na nie odpowiadać - tłumaczyć czy po prostu przyznać się do błędu jeśli klient został źle obsłużony. Osoby, które je przeczytają zobaczą, że sklepowi zależy na dialogu z klientem. Sklepy, które mają po kilka tysięcy pozytywnych opinii i żadnych wpadek nie wyglądają wiarygodnie. 5. Większość sklepów odsyła do jednego miejsca, gdzie klient może złożyć opinie. Prowadzi to do sytuacji, w której w serwisie X jest kilka tysięcy opinii, a w serwisie Y kilkanaście. Lepszym pomysłem jest dywersyfikacja. Przykładowo pół roku odsyłamy do serwisu X, a pół do serwisu Y. Mamy wtedy w obu serwisach większą liczbę opinii. Warto o tym pamiętać tym bardziej, że niezadowoleni klienci niejednokrotnie wystawiają negatywne opinie wszędzie, gdzie tylko się da. Czytaj więcej: - o opiniach z innego punktu widzenia. Aktualizacja Dodaję wypowiedź Pawła Kucharzaka jako odpowiedź na zarzuty Piotra Jarosza. Czekam na wyjaśnienie sprawy do poniedziałku: " Opineo.pl jest wyłącznie moim projektem. Wypowiedzi Pana Jarosza są próbą nieuczciwej walki konkurencyjnej wynikającej z braku merytorycznych argumentów. W swojej karierze nie spotkałem się z zagrywkami o tak niskim poziomie gdyż twierdzenie, że moja firma nie należy do mnie nie można inaczej zaklasyfikować. Fakt, że pan Jarosz nie był w stanie opracować własnego modelu biznesowego na serwis zbierający opinie nie uprawnia go do dodatkowych stwierdzeń typu "Opineo, który nie wiadomo z czego się utrzymuje". Komentarz do tego typu stwierdzeń może być tylko jeden - rozważanie wytoczenia sprawy cywilnej o szkalowanie moich dóbr osobistych. Jeżeli okaże się prawdą, iż Mariusz Janiszewski ze Skapiec.pl rozsiewa plotki o swojej wyłączności na współpracę z Opineo to nie pozostanie mi nic innego jak natychmiastowe zerwanie współpracy z porównywarką Skapiec.pl."

czwartek, 21 maj 2009 16:49:41

aktualizacja, serwisy, opiniujące

Kangoo.pl

Jeśli Google opanowało wyszukiwanie w internecie, to nowy projekt Dotcom River - Kangoo.pl - aspiruje do tego, żeby opanować wyszukiwanie produktów w e-commerce. Jest na to szansa?Kangoo to wyszukiwarka produktów. Wchodzisz, wpisujesz nazwę produktu i znajdujesz sklepy, które go oferują. Serwis uruchomił Piotr Jarosz znany z serwisu Sklepy24.pl. - Google nie spełnia oczekiwań kupujących. Internauta szuka tam jakiegoś produktu i musi przebić się przez gąszcz nieprzydatnych linków. U nas może wyszukiwać tylko wśród sklepów internetowych - powiedział mi w rozmowie telefonicznej Piotr Jarosz.Kangoo to połączenie katalogu, wyszukiwarki, serwisu opiniującego i porównywarki. Nie jest to jednak w żadnym razie porównywarka i nie aspiruje do tego, aby nią zostać, co można zresztą zrozumieć. Wartość dodana ma polegać w tym przypadku na tym, że:1. Użytkownik może wyszukiwać wśród dużej ilości sklepów. Pomóc ma w tym serwis Sklepy24.pl, który zrzesza największą liczbę e-sklepów w polskim internecie. Od samego startu Kangoo jest intensywnie promowane w Sklepy24.pl, dzięki czemu serwis od samego początku notuje ruch około 1000 UU dziennie.2. Priorytetem dla serwisu ma być gromadzenie informacji o sklepie. Wpisujemy "buty damskie" i wyświetlają nam się sklepy, które oferują takie produkty. O każdym sklepie znajdziemy informacje takie jak np. formy płatności, czy opinie internautów (te pochodzą oczywiście ze Sklepy24.pl).3. Serwis wyróżniać mają również opcje filtrowania np. poprzez formy płatności, marki towaru, zakres cenowy - te opcje mają być mocno poszerzone w przyszłości.4. Sprawą podstawową jest tu jednak system wyszukiwania, który zdaniem Piotra Jarosza szwankuje także w przypadku polskich porównywarek.5. Serwis ma mieć więcej sklepów w swojej bazie (a zatem również więcej produktów) niż przeciętna porównywarka, która zazwyczaj nie posiada wielu niszowych kategorii. Tutaj nie będzie z tym problemu.Czyli krótko mówiąc wyróżniki serwisu to sprawna wyszukiwarka, dużo informacji o sklepie i duża liczba sklepów. Pytanie czy to wystarczy, żeby przyciągnąć użytkowników do takiego serwisu na dłużej.O ruch w Kangoo byłbym spokojny. Długi ogon w Google zaprocentuje pewnie ruchem na poziomie kilkuset UU miesięcznie. Do tego dostęp do bazy sklepów internetowych, których można zaprosić do współpracy (serwis nie pobiera żadnych opłat za przyłączenie oferty do siebie i przekierowanie użytkowników do sklepu). Pytanie jednak, czy taki serwis może przyciągnąć użytkownika na dłużej. Moim zdaniem tutaj może być największy problem. Porównywarkom się to udało, bo dały potężną wartość dodaną, jaką jest możliwość wyszukiwania najtańszych produktów. W przypadku Kangoo tego nie będzie. Czy poszerzone informacje o sklepie okażą się wystarczające? Obawiam się, że nie. Z drugiej strony jednak sukces komercyjny można w tym przypadku osiągnąć nawet bazując na ruchu z Google. Internauci niekoniecznie muszą tu wracać i od Kangoo rozpoczynać kolejne zakupy w sieci.Serwis chce w przyszłości zarabiać na autorskim rozwiązaniu reklamowych wzorowanym na Google Adwords, czyli reklamie dla zainteresowanych sklepów. Obecność w serwisie, jak i przekierowanie do sklepu mają być zawsze darmowe.Jaka będzie przyszłość oczywiście okaże się za jakiś czas. Być może nie mam racji i uda się wykreować znaną markę w polskim internecie. I tego autorom projektu życzę. Tymczasem zainteresowanych odsyłam do integracji na tę stronę.Widzicie potencjał dla tego typu serwisów?

wtorek, 21 kwiecień 2009 01:14:49

kangoo.pl, pewnie, zaprocentuje

Śmiali się ze mnie kiedy pisałem o wyniszczarkach, a teraz... ;-)

Parafrazując nagłówek Piotra Majewskiego ( aktualizacja: jak słusznie zauważyliście, autorem nagłówka "śmiali się..." jest John Caples, a Piotr Majewski go skopiował) mogę określić to jak niektórzy ocenili ten tekst. Gdzieniegdzie dostało mi się , parę osób mailowo napisało mi co o mnie myśli etc. Minęły dwa lata i do mojej skrzynki trafiają maile takie jak ten: " Tekst ma już prawie 2 lata ale wygląda to tak jakby Pan przewidział przyszłość :) Gratuluję dobrej obserwacji i wyciągania wniosków, dla mnie temat stał się w pełni zrozumiały od pół roku kiedy właśnie przez politykę walki cenowej na porównywarkach narobiliśmy sobie problemów. " (Nie)stety okres dekoniunktury szybko pokazał jak bardzo mylili się ci, którzy swoje biznesy opierali głównie na porównywarkach. Jak to określił Jacek Gadzinowski - porównywarki to "brzytwa, którą można się ogolić, ale również zaciąć".Myślę, że to dobry moment, żeby zastanowić się nad tym jaka przyszłość czeka te serwisy. Kilka moich przemyśleń:1. Wielu może rozumować, że ten biznes nie ma przyszłości. Porównywarki sprawiają, że sklepy zaniżają swoje marże i rentowność. Te ostatnie będą bankrutować. Rynek skonsoliduje się, zostanie po kilka(naście) sklepów z danej kategorii, które wcale nie będą musiały konkurować ze sobą za pomocą porównywarek. Logiczne? Może i tak, ale logika czasami zawodzi. ;-) 2. Klienci zawsze będą szukać tanich rzeczy. W czasach kryzysu te tendencje mogą się jeszcze bardziej nasilić. Upadną jedni, powstaną drudzy. Ważna jest edukacja klientów. Odczuwam tendencje, że coraz częściej mówi/pisze się o tym, jak dobrze dokonywać wyborów kupując w sieci. Coraz częściej czytam, żeby bardziej zwracać uwagę na to, od kogo kupujemy, dokładnie sprawdzać sklep, pytać o dostępność towarów, w ostateczności od tych niepewnych kupować za pobraniem. Zauważcie, że wszystkie ostatnie głośne oszustwa odbywały się za pośrednictwem porównywarek. Istnieje niebezpieczeństwo, że będą one nadal wykorzystywane w tych celach. Przed porównywarkami stoi duże wyzwanie, żeby nauczyć swoich użytkowników tego, jak wybrać odpowiedni sklep. To jednak nie klienci są winni.3. Winić oczywiście nie można też porównywarek. To tylko narzędzie (wspomniana brzytwa). To sklep decyduje jak je wykorzysta. A trzeba sobie szczerze powiedzieć, że polskie sklepy wykorzystują je raczej słabo. Wiele sklepów nie optymalizuje swojej obecności w porównywarkach. Obce są im takie hasła jak tracking, Google Analytics, ROI. Niewielu doszło do wniosku, że może nie wszystkie produkty trzeba eksponować w porównywarkach. Wreszcie, wielu uruchamia sklep w porównywarce i zapomina o niej. To tak jak z Allegro - dzisiaj wstawiam i dzisiaj sprzedaję. Inne drogi są trudniejsze i bardziej skomplikowane, choć ostatecznie bardziej opłacalne. To sklepy same kręcą na siebie bat.4. Wydaje się, że na zachodzie problem porównywarek nie istnieje. Wręcz przeciwnie, na jednym z popularniejszych anglojęzycznych blogów o porównywarkach autor pisze, że owszem - fajnie, że porównywarki oferują komentowanie, jest cashback, social shopping itd., ale liczy się cena, cena, cena i realna oszczędność. I to ten aspekt powinien być jego zdaniem dla porównywarek kluczowy. Nie udało mi się znaleźć w sieci tekstów o tym, że porównywarki mogą być niebezpieczne dla sklepów. To najprawdopodobniej kwestia większego poziomu edukacji zachodnich rynków. Tam niewielu kalkuluje na krótką metę.5. To co robi Nokaut, czyli model CPC, to raczej sposób na to, aby w inny sposób (odmienny dla konkurencji, może skuteczniejszy) kreować swoje przychody. Jak już pisałem użytkowników to nie interesuje. Poszerzając ten model otrzymamy zwykłe pasaże handlowe, które się nie sprawdziły. Użytkownicy odwiedzają porównywarki, bo chcą kupować taniej. Odbierając im ten przywilej porównywarka traci zupełnie na swojej wartości i staje się dobrze wypozycjonowanym serwisem, który na krótką metę przyciągnie użytkownika.6. Czy porównywarki muszą coś zmieniać? Modyfikować swoje modele biznesowe? Bać się, że upadną? Oczywiście nie. Te największe, czy to w Polsce czy na Zachodzie, to dzisiaj bardzo stabilne biznesy. Modyfikować powinny za to sklepy. Przede wszystkim nie stawiać tylko na porównywarki, dbać o zwrot z inwestycji, zadbać o inne formy promocji, jak i samej oferty. Porównywarki są zabezpieczone. Wyrobiły sobie dobrą markę (troszeczkę uszczuploną przez kilka afer z nimi w tle), generują duży ruch - sklepy internetowe są na nie skazane. Sęk w tym, żeby nie było zanadto. I o to chyba głównie chodzi.Z perspektywy czasu, może określenie "wyniszczarki" nie jest do końca trafne, bo one wyniszczają głównie tych, którzy sami chcąc nie chcąc dążą do końca.

niedziela, 29 marzec 2009 00:11:13

Śmiali, mnie, kiedy

Śmiali się ze mnie kiedy pisałem o wyniszczarkach, a teraz... ;-)

Parafrazując, już chyba sławny, nagłówek Piotra Majewskiego mogę określić to jak niektórzy ocenili ten tekst. Gdzieniegdzie dostało mi się , parę osób mailowo napisało mi co o mnie myśli etc. Minęły dwa lata i do mojej skrzynki trafiają maile takie jak ten: " Tekst ma już prawie 2 lata ale wygląda to tak jakby Pan przewidział przyszłość :) Gratuluję dobrej obserwacji i wyciągania wniosków, dla mnie temat stał się w pełni zrozumiały od pół roku kiedy właśnie przez politykę walki cenowej na porównywarkach narobiliśmy sobie problemów. " (Nie)stety okres dekoniunktury szybko pokazał jak bardzo mylili się ci, którzy swoje biznesy opierali głównie na porównywarkach. Jak to określił Jacek Gadzinowski - porównywarki to "brzytwa, którą można się ogolić, ale również zaciąć".Myślę, że to dobry moment, żeby zastanowić się nad tym jaka przyszłość czeka te serwisy. Kilka moich przemyśleń:1. Wielu może rozumować, że ten biznes nie ma przyszłości. Porównywarki sprawiają, że sklepy zaniżają swoje marże i rentowność. Te ostatnie będą bankrutować. Rynek skonsoliduje się, zostanie po kilka(naście) sklepów z danej kategorii, które wcale nie będą musiały konkurować ze sobą za pomocą porównywarek. Logiczne? Może i tak, ale logika czasami zawodzi. ;-) 2. Klienci zawsze będą szukać tanich rzeczy. W czasach kryzysu te tendencje mogą się jeszcze bardziej nasilić. Upadną jedni, powstaną drudzy. Ważna jest edukacja klientów. Odczuwam tendencje, że coraz częściej mówi/pisze się o tym, jak dobrze dokonywać wyborów kupując w sieci. Coraz częściej czytam, żeby bardziej zwracać uwagę na to, od kogo kupujemy, dokładnie sprawdzać sklep, pytać o dostępność towarów, w ostateczności od tych niepewnych kupować za pobraniem. Zauważcie, że wszystkie ostatnie głośne oszustwa odbywały się za pośrednictwem porównywarek. Istnieje niebezpieczeństwo, że będą one nadal wykorzystywane w tych celach. Przed porównywarkami stoi duże wyzwanie, żeby nauczyć swoich użytkowników tego, jak wybrać odpowiedni sklep. To jednak nie klienci są winni.3. Winić oczywiście nie można też porównywarek. To tylko narzędzie (wspomniana brzytwa). To sklep decyduje jak je wykorzysta. A trzeba sobie szczerze powiedzieć, że polskie sklepy wykorzystują je raczej słabo. Wiele sklepów nie optymalizuje swojej obecności w porównywarkach. Obce są im takie hasła jak tracking, Google Analytics, ROI. Niewielu doszło do wniosku, że może nie wszystkie produkty trzeba eksponować w porównywarkach. Wreszcie, wielu uruchamia sklep w porównywarce i zapomina o niej. To tak jak z Allegro - dzisiaj wstawiam i dzisiaj sprzedaję. Inne drogi są trudniejsze i bardziej skomplikowane, choć ostatecznie bardziej opłacalne. To sklepy same kręcą na siebie bat.4. Wydaje się, że na zachodzie problem porównywarek nie istnieje. Wręcz przeciwnie, na jednym z popularniejszych anglojęzycznych blogów o porównywarkach autor pisze, że owszem - fajnie, że porównywarki oferują komentowanie, jest cashback, social shopping itd., ale liczy się cena, cena, cena i realna oszczędność. I to ten aspekt powinien być jego zdaniem dla porównywarek kluczowy. Nie udało mi się znaleźć w sieci tekstów o tym, że porównywarki mogą być niebezpieczne dla sklepów. To najprawdopodobniej kwestia większego poziomu edukacji zachodnich rynków. Tam niewielu kalkuluje na krótką metę.5. To co robi Nokaut, czyli model CPC, to raczej sposób na to, aby w inny sposób (odmienny dla konkurencji, może skuteczniejszy) kreować swoje przychody. Jak już pisałem użytkowników to nie interesuje. Poszerzając ten model otrzymamy zwykłe pasaże handlowe, które się nie sprawdziły. Użytkownicy odwiedzają porównywarki, bo chcą kupować taniej. Odbierając im ten przywilej porównywarka traci zupełnie na swojej wartości i staje się dobrze wypozycjonowanym serwisem, który na krótką metę przyciągnie użytkownika.6. Czy porównywarki muszą coś zmieniać? Modyfikować swoje modele biznesowe? Bać się, że upadną? Oczywiście nie. Te największe, czy to w Polsce czy na Zachodzie, to dzisiaj bardzo stabilne biznesy. Modyfikować powinny za to sklepy. Przede wszystkim nie stawiać tylko na porównywarki, dbać o zwrot z inwestycji, zadbać o inne formy promocji, jak i samej oferty. Porównywarki są zabezpieczone. Wyrobiły sobie dobrą markę (troszeczkę uszczuploną przez kilka afer z nimi w tle), generują duży ruch - sklepy internetowe są na nie skazane. Sęk w tym, żeby nie było zanadto. I o to chyba głównie chodzi.Z perspektywy czasu, może określenie "wyniszczarki" nie jest do końca trafne, bo one wyniszczają głównie tych, którzy sami chcąc nie chcąc dążą do końca.

niedziela, 29 marzec 2009 00:11:13

Śmiali, mnie, kiedy

Wydamy o 8% więcej na święta

W największych miastach Polski ruch w świątecznym biznesie rozkręca się na całego. Według szacunków wydamy w tym roku na Boże Narodzenie więcej o 8%. Sklepy szukają pracowników. Terminarze osób pracujących jako MIkołaje już są zapełnione.

poniedziałek, 01 grudzień 2008 09:54:00

wydamy, więcej, święta

Sklepy szukają sprzedawców

W okresie przedświątecznym ruch w centrach handlowych zwiększa się o 20-40 proc. Jest to więc czas pomnażania zysków, ale również gorączkowego poszukiwania rąk do pracy.

środa, 26 listopad 2008 14:44:00

sklepy, szukają, sprzedawców

Umierający handel przygraniczny

Miał być uproszczony ruch przygraniczny, a nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie. Przygraniczne targowiska i giełdy, chociażby jak ta w Chełmie przy Hutniczej, świecą pustkami. Handlowcy zamykają sklepy, bo nie ma Ukraińców.

piątek, 26 wrzesień 2008 17:21:54

umierający, handel, przygraniczny

Zapach luksusu, czyli perfumerie internetowe

Pół setki konkurentów, "250 000 zł sprzedaży, żeby mieć rację bytu", brak klarownego lidera, perspektywiczny rynek, ładny zapach, czyli polskie perfumerie internetowe w skrócie. Prezentuję krótki przegląd tego rynku i zapraszam do dyskusji.Perfumy sprzedaje się w sieci od dawna. W zasadzie od początku rozwoju e-commerce w Polsce istniały już sklepy internetowe z perfumami. Uruchomienie Pedet.pl (znanej także jako Perfumeria.pl) nastąpiło już w 2000 roku, czyli jak na internet w czasach prehistorycznych. Sklep działa do dzisiaj, prawdopodobnie jest liderem w branży, ale trudno to jednoznacznie ocenić. W każdym razie w 2006 roku baza klientów Pedet.pl szacowana była na 60000 osób (dane za "Gazetą Wyborczą"), co trzeba uznać za świetny wynik. Inni gracze, którzy liczą się w perfumowym biznesie to Tagomago.pl, Dolce.pl i jeszcze kilku, których ruch można określić na około 1000 unikalnych użytkowników dziennie. Perfumerie internetowe są dla mnie dość ciekawym zjawiskiem. Pod paroma względami powinny przypominać sklepy z bielizną - podobna grupa docelowa (poszerzona dodatkowa o mężczyzn), luksusowy asortyment, podobny staż w sieci etc. Co ciekawe, jednak perfumerie internetowe nie rozwijają się tak jak sklepy z bielizną - nie promują się szerszemu gronu internautów, mają relatywnie małą oglądalność, mniejszą sprzedaż i generalnie rozwijają się gorzej.To daje jednak szansę przed kolejnymi sklepami, które niewątpliwie będą chciały szturmować ten, jakby nie patrzeć, atrakcyjny rynek. Jego zalety to całkiem wysokie marże, duża powtarzalność zakupów, łatwy dostęp do hurtowni, wysoka kwota średniego zamówienia, kiepska dostępność produktów poza siecią (ograniczona raczej do dużych aglomeracji miejskich) i dość prosta logistyka. 8 rad Gdybyś chciał zaistnieć na tym rynku mógłbyś kierować się poniższymi drogowskazami: 1. Skupiaj się na oryginalności produktów. Kwestia chyba najważniejsza. W czasach kiedy Allegro słynie jako miejsce handlu podrobionymi perfumami warto skupić się na tym elemencie w pierwszej kolejności. Oryginalność produktów powinna stać się jednym z ważniejszych elementów perfumerii. Tę najłatwiej podpierać opiniami internautów (wiele opinii skupia się właśnie na kwestii oryginalności zakupionych produktów) lub niezależnymi testami. Przykładowo Dolce.pl chwali się wygranym testem na najlepszą perfumerię internetową w dwutygodniku "Komputer Świat", Pedet.pl wygranym testem w rankingu sklepów internetowych Money.pl i "Wprost", a Tagomago.pl na stronie głównej serwuje linki do serwisów opiniujących. 2. Przyłóż się do wyglądu sklepu i jego nazwy. Na podobnej zasadzie jak w branży bieliźniarskiej, o czym pisałem już na blogu. Tworząc odpowiedni klimat, aurę luksusu, wygląd sklepu powinien wyróżniać się wśród szarych i nieładnych konkurentów. 3. Nie sprzedawaj zbyt tanio. Po części ma to związek z punktem pierwszym. Przyglądając się wpisom na forach internetowych niska ceny to najprostszy sposób na bycie posądzonym o handel podróbkami. Jeśli zajrzysz na Ceneo.pl czy Skapiec.pl zobaczysz, że najlepiej opiniowane perfumerie wcale nie są tanie. Tutaj zasada jest taka: zbieraj opinie i nie sprzedawaj zbyt tanio. 4. Pozycjonuj długi ogon. Z moich obserwacji wynika, że dobrze wyposażona perfumeria to co najmniej 2000 pozycji asortymentowych. To w pewien sposób wymusza sposób promowania sklepu w wyszukiwarkach. Warto zastanowić się nad promocją konkretnych marek bardziej niż głównych haseł, na które tłok jest niesamowity. 5. Uderzaj masowo (w miarę możliwości). Jak już wspomniałem, żadna polska perfumeria nie promuje się na szerszą skalę w takich miejscach jak Trade Doubler czy portalowe pasaże zakupowe. Zupełnie inaczej niż w przypadku branży bieliźniarskiej, gdzie jest to raczej na porządku dziennym. Tym sposobem sklep może dotrzeć do klienta masowego, któremu trzeba będzie zakomunikować - "tradycyjne perfumerie są droższe". 6. Stwórz atrakcyjny program lojalnościowy. Perfumy to produkty, które kupowane są cyklicznie. Program lojalnościowy jest zatem naturalną koleją rzeczy. Program lojalnościowy nagradzałby za dokonywanie kolejnych zakupów progami rabatowymi. 7. Zacieraj ślad pomiędzy tradycyjną a internetową perfumerią. Niestety internet w swojej aktualnej postaci utrudnia zakup takiego asortymentu jak perfumy. Klient musi znać dany zapach decydując się na zakup. Opinie internautów czy opisy produktów mogą być tutaj mylące lub niewiele pomagające. Aktualnie perfumerie internetowe działają na zasadzie: "idź do perfumerii tradycyjnej, wybadaj dany zapach i kup go taniej u nas". Moim zdaniem gra warta świeczki będzie polegać na zacieraniu tej różnicy - próbki, "katalogi" zapachów wysyłane na życzenie klientów - być może to jest środek do celu. 8. Zostaw aukcje w spokoju. Nie warto tam handlować perfumami. Rynek jest zepsuty i skażony podróbkami. Przeznacz swój czas i starania na sklep internetowy, a nie będziesz żałować. Z jakimi problemami można się borykać?Jedną z wad tej branży jest konkurencja. To może dziwić w zestawieniu z moim wcześniejszym stwierdzeniem o braku lidera, ale perfumerii jest naprawdę wiele. Decydując się na tradycyjne sposoby promocji bardzo ciężko będzie się przebić. Kluczowe perfumerie działają już stosunkowo długo. To pozwoliło im wykreować bazę klientów, jak i liczbę opinii, która w tym biznesie ma duże znaczenie.Kolejną sprawą jest to, że hurtownicy zajmują się jednocześnie sprzedażą detaliczną, co często rodzi niezdrowe powiązania. I tak Tagomago.pl to Tagogroup.pl, z kolei Perfumy-vip.pl to Kosmetyki-vip.pl , a Perfumy-perfumeria.pl to Perfumy-hurtownia.pl. Nie trudno sobie wyobrazić jakie komplikacje może to rodzić. Być może takie, jak na rynku aptekarskim. 250 tys. złotych?W artykule w "Gazecie Wyborczej" (niestety nie mogę do niego zalinkować, bo już go nie ma w zasobach) przedstawiciel Pedet.pl wyraził opinię (a był to rok 2006), że aby mieć rację bytu w tym biznesie należy mieć sprzedaż miesięczną na poziomie 250 tys. złotych. Czy to konieczne? Nie mnie oceniać – za słabo znam branżę.Co o tym myślicie? Zapraszam do dyskusji szczególnie właścicieli sklepów z tej branży.P.S. Wszelkie dane w tekście wynikają z moich obserwacji i nie ręczę za nie. Nie udało mi się zaprosić do współpracy żadnego ze sklepów, co prawdopodobnie bardziej rozjaśniłoby temat.

środa, 24 wrzesień 2008 00:42:23

zapach, luksusu, czyli

Prowokacja dziennikarska "Faktu": Jedzie minister! Sprzątamy szpital!

Kolejna prowokacja dziennikarska "Faktu". Reporterzy zadzwonili do szpitala, by uprzedzić o wizycie kogoś bardzo ważnego z resortu. Oczywiście nikt ważny do szpitala nie przyjechał, ale obiektywy zarejestrowały niebywały ruch, jaki zapanował w placówce. Od razu znalazły się sale dla chorych, zadziałała nieczynna klimatyzacja, a salowe stały się zapracowane jak nigdy.

piątek, 18 lipiec 2008 01:49:48

prowokacja, dziennikarska, faktu

Tak się pisze ...

Fitness to gwarancja świetnej zabawy oraz poczucia zadowolenie z tego, co się robi. Fitness należy do najlepszych przykładów tego jak można przyjemne łączyć z pożytecznym. Mowa tu o tym ile radości daje codzienny bieg, rozciąganie i jak duży wpływ tego typu zajęcia mają na psychikę człowieka. Świadomość i uczucie poprawy kondycji, wytrzymałości oraz wydolności organizmu napełnia ćwiczącego ogromną dawką energii, która przekłada się na wszystkie płaszczyzny codziennego życia. Ważne jest jednak to, żeby wprowadzony trening nie był podyktowany przypadkiem, a konkretną wiedzą na temat fitness. Jest to konieczne, jeśli myślimy o osiągnięciu skutecznych efektów, na przykład najwięcej korzyści mamy z ćwiczeń aerobowych wykonywanych dopiero po zajęciach siłowych i nie powinny one trwać krócej niż pół godziny, gdyż dopiero po takim czasie nasz organizm pozbywa się tkanki tłuszczowej. Takich niuansów fitness ma naprawdę wiele, dlatego warto zdobyć jak najwięcej informacji i jeszcze bardziej cieszyć się z uprawiania fitness.